Obrazy, które mówią więcej niż 1000 słów | Architekt Mocy

Obrazy, które mówią więcej niż 1000 słów

Pamiętam doskonale moją pierwszą mapę marzeń i to jak sceptycznie podeszłam do realizacji tego zadania w trakcie moich studiów podyplomowych Job-coaching na Uniwersytecie SWPS. Pamiętam też zachwyt i niesamowite zaskoczenie w związku z tym co ujrzałam, gdy zakończyłam pracę związaną z mozolnym wyszukiwaniem i przyklejaniem wyciętych fotografii na papier. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to niesamowita swoboda kreowania tego rodzaju przekazu. Przekazu, który skierowałam sama do siebie, a który do mnie wręcz krzyczał: Tak, tak Kochana. To my twoje potrzeby. Dość zamiatania nas pod dywanik! Nieświadomie pozwoliłaś nam przemówić, więc wiedz, że żądamy, abyś zwróciła w końcu na nas uwagę. No i zwróciłam. W ciągu następnego roku w moim życiu przeszła prawdziwa rewolucja. Nie zadziała się ona ot tak z dnia na dzień. Uruchomiony tamtego dnia w mojej podświadomości proces kiełkował tak jak kiełkuje ziarno i wzrastał. W pewnym momencie nabrał tempa. Ba! Momentami przypominał nawet huragan, który przetoczył się przez moje małżeństwo. Jedna mapa wyzwoliła we mnie to co wydawało się już dawno uśpione, pogrzebane, zapomniane.

Mapa, którą tamtego dnia stworzyłam było opartą o jedną zasadę: brak zasad. Nasza prowadząca dała nam całkowitą swobodę w jej tworzeniu. Prosiła tylko o jedno: o to, aby na mapie pojawiły się tylko te fotki, które w jakiś sposób zwróciły naszą uwagę. Ktoś mógłby powiedzieć: przemówiły do nas. A wierzcie mi - przemawiały. Obrazy dawały mi subtelne sygnały. Czasami zwracałam uwagę na postać pierwszoplanową, a czasami moją uwagę przykuwał jakiś mały szczegół. Nawet psia morda miała w sobie coś, co sprawiło, że umieściłam ją na mapie. W sumie nie mam psa - mam za to kota ;-). Pardonsik - kotkę, którą nazwałam Jedi, jak się potem okazało nie bez powodu, gdyż trafił nam się okaz piękny, acz chorowity. Nasza Jedka pokazuje mi każdego dnia, że pomimo przeciwności losu można cieszyć się życiem. A ja każdego dnia zastanawiam się czy to przypadek spowodował, że ma tak, a nie inaczej na imię, a może kierowało mną coś większego?? Ale wracajmy do mapy.

Mapa dała mi to, czego nie dałaby mi chyba żadna inna metoda rozwoju: odwagę, aby móc zawalczyć o Siebie i swoje potrzeby. To dzięki niej dostałam energetycznego kopa i zaczęłam stawiać granice. Niedługo po tym jak zrobiłam mapę moje małżeństwo przeżywało kryzys. Czułam, że dłużej nie pociągnę w takim układzie w jakim jestem, walnęłam papierami i byłam gotowa zamknąć pewien etap swojego życia. To było jak wylanie kubła z zimną wodą na mojego męża. Nagle zobaczył inną mnie. Kobietę, która odważyła się zbuntować i wyszła poza schemat. Do dziś pamiętam jego słowa: Chcę z Tobą być, ale nie wiem, naprawdę nie wiem, czy dam radę żyć z tak silną kobietą. Zaskoczyły mnie te słowa: silna kobieta??! Zapomniałam bowiem kim jestem i jaka jestem, a mapa mi o tym przypomniała. Jeśli chodzi o mojego męża to dodam, że daje radę ze mną żyć i choć momentami mocno się ścieramy, a przy tym uczymy siebie od nowa, to jesteśmy małżeństwem do dnia dzisiejszego. Na pewno nie można nazwać nas nudnym, czy rutynowym małżeństwem ;-)

A tę rewolucję zapoczątkowało kilkadziesiąt zdjęć, które kilka lat temu przykleiłam na kartce papieru. Za co jestem im niezmiernie wdzięczna.

 

P.S.

Zamieszczam moją mapę marzeń. W sumie nie jest już moją mapą marzeń, bo to co w niej tkwiło dla mnie najistotniejszego zrealizowałam z ogromną satysfakcją.

A korzystając z tego, iż mamy Sylwestra, a jutro Nowy Rok życzę Ci, aby twoje potrzeby i marzenia zostały przez Ciebie zrealizowane w 2018r i żeby nie trzeba było, aż takiej rewolucji jaką przeprowadziłam ja w swoim życiu. choć może rewolucja nie jest taka zła?? Kto to wie?

 

 

Dodaj komentarz

Czysty tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy web oraz email zostaną automatycznie skonwertowane w odnośniki